Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014

Czego boi się Doktor, czyli Doctor Who - Listen (S08E04)

Muszę przyznać, że w tytule zawarłem niemały spoiler dotyczący fabuły odcinka. Prawda jest taka, że nie do końca mnie to obchodzi, a poza tym wątpię, by ktokolwiek miał czytać ten opis po to, by stwierdzić, że chce lub nie chce zobaczyć tego odcinka. Obawiam się, że przyjmę takie podejście przy każdym takim okołodoktorowym temacie i podejdę do tego dość... luźno. Cóż, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko - ENJOY!
Mania Doktora ponownie wplątuje Clarę w niebezpieczne przygody.
W dużym skrócie - w pierwszych scenach widzimy Clarę i jej nowego znajomego z grona nauczycieli - Danny'ego Pinka. Ale nie są "tak po prostu", a są na pierwszej randce. Całe spotkanie zapowiada się naprawdę miło, ale po pierwsze - perspektywa Doktora w tle rujnuje wszystko na wejściu; po drugie - gdy podczas rozmowy zostaje poruszony temat wojny, Danny zaczyna burzyć się i podchodzić do wszystkiego zbyt osobiście. Clara nie wytrzymuje napięcia i zwyczajnie wychodzi. Ale wieczór mimo wszystko będzie dla niej pełen wrażeń, bo oto w jej domu, w jej własnym domu ląduje podejrzanie niebieska budka telefoniczna z dziwnym siwym gościem w środku. Na wstępie - aluzji do starości niemalże brak. Teraz wszystkie jakby ustępują aluzjom do groźnych brwi Capaldiego. Wracając do tematu, Doktor ma tym razem problem z istotą, która jak mniema, towarzyszy każdemu z nas, nawet wtedy, gdy pozornie jesteśmy sami. Teoretycznie łączy się to ze snem, który ma na jakimś etapie życia każdy z nas - o ręce spod łóżka, która łapie nas za kostkę. Władca Czasu chce cofnąć się do dzieciństwa Clary za pośrednictwem więzi telepatycznej TARDIS, jednak w wyniku rozbiegania myśli bohaterki lądują nieopodal domu dziecka, w dzieciństwie Danny'ego, który wtedy jeszcze był Rupertem.
Doktor kontempluje nad istotą stworków spod łóżka.
Idiotycznego i przydługiego wstępu stało się zadość. Co bardzo spodobało mi się w odcinku, to wszelkie czasowe kombinacje. Dzieciństwo Danny'ego, dziwna przyszłość z jednym z potomków Pinka i najprawdopodobniej drugiej znanej nam postaci, oraz trzecie, dzieciństwo postaci najistotniejszej ze wszystkich. O tym właśnie mógłbym rozpisywać się najwięcej, bo to najbardziej mnie urzekło. Został wyjaśniony pewien drobny detal z The Day of the Doctor, przy okazji poznaliśmy Doktora od bliższej, nieco słabszej strony. Jeśli chodzi o pomysł na fabułę - wyjątkowy. Zdecydowanie dość mroczny i niepokojący. Co prawda, nie wywoływał ataku paniki jak każde spotkanie z Płaczącymi Aniołami, ale miał w sobie coś klimatycznego z delikatnym dreszczykiem. Humor był tutaj dość oszczędnie dawkowany, ale nie zabrakło go w ogóle, co również cenię. Przede wszystkim, fabuła była dużo bardziej zgrabna i klejąca się niż w odcinku piątym, o czym też nie omieszkam napisać.

Po tych kilku odcinkach walki z samym sobą ostatecznie stwierdzam, że Capaldi został Doktorem. Wpasował się w kanon, wykształcił swoją tożsamość zachowując zasady dziwności i nietypowości. Nie mogę się doczekać kolejnych wystąpień, a ten odcinek zdecydowanie zadziałał na jego korzyść.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Jak zepsuć serial? - "The Walking Dead"

Był taki czas, że motyw zombie w filmach/komiksach/grach był moim ulubionym. Mogłem w kółko wałkować Noc Żywych Trupów, 28 Dni Później, non stop łoić w Left 4 Dead. W końcu w jakiś sposób odkryłem The Walking Dead, które jeszcze wtedy miało tylko dwa sezony. Zainteresowałem się, obejrzałem jeden odcinek i totalnie przepadłem. To było to, czego mi było trzeba, akcja była budowana stopniowo, zawierała ciekawe zwroty, bardzo ludzkich bohaterów, no i oczywiście masę na wpół zgniłych chodzących zwłok.
Któryś z nowszych plakatów serialu.
Serio, pierwsze dwa sezony łyknąłem w 3 albo 4 dni. Świetnie się to oglądało, odcinki kleiły się, były pełne napięcia, a co najważniejsze, z bohaterami było bardzo łatwo się zżyć. Byli tacy jak my, zwykli ludzie - łatwo popadali w rozpacz, tęsknili, bywali wybuchowi. Pierwszy sezon upłynął w atmosferze całkowitego survivalu. Dało się wyczuć, że grupka głównych bohaterów to wybrańcy, którzy są w zasadzie z góry skazani na niepowodzenie. Walczyli na przegranej pozycji, usiłowali wydrzeć sobie jeszcze ten jeden dzień życia. Drugi sezon w opinii wielu dość niepotrzebnie przerodził się w swoistą telenowelę. Prawie cały miał miejsce na farmie, która była świadkiem wielu tragedii i dramatów. Moim zdaniem - bardzo fajny sezon. Okej, samych zombie dość niewiele, mało strzelania i przetrwania, ale relacje między bohaterami zostały tutaj przedstawione fantastycznie. Łatwo było się wzruszyć ich losem, utratą najbliższych, zbliżającą się i nieuchronną porażką. Finalne sceny dawały jakby ujście całemu deficytowi akcji i wypełniały tę pustkę w stu procentach. Po obejrzeniu tych dwóch serii byłem szczerze załamany, "że jak to, już koniec? Ja chcę więcej, przeżywam!". Długo jeszcze żyłem wydarzeniami serialu, zdążyłem nawet całość obejrzeć jeszcze raz i nawet mnie nie znudziła. W końcu nadszedł sezon trzeci.
Jedyna słuszna ekipa.
I tu już kompletna odmiana. Nasza ekipa osiedla się w *SPOILER* opuszczonym więzieniu *SPOILER *, gdzie powoli odbudowuje "cywilizację", że tak to ujmę. Chodzi mniej więcej o to, że znaleźli sobie pozornie bezpieczne miejsce i w nim siedzą, bronią się przez trupami i jest fajnie. Dla widzów średnio fajnie, bo wszystko zostało masakrycznie przeciągnięte w stosunku do komiksowego odpowiednika. Masa wątków jest tu wciśnięta na siłę, niepotrzebna, nudna jak flaki z olejem. Zombie może i więcej, ale co z tego, skoro brakuje tego niesamowitego, przytłaczającego klimatu zagubienia, opuszczenia, apokalipsy? Fabuła zamiast trzymać stałe tempo jest nierówna, momenty w miarę ciekawe są przeplecione z usypiającymi. Postacie stały się jeszcze bardziej płaczliwe, miałkie, niepoważne, niż kiedykolwiek. Jedynie postać Gubernatora z lekka ratowała tutaj całość. A potem zaczął się sezon czwarty, którego nie mam nawet siły komentować, i którego przyznaję, nie obejrzałem w całości. Zabrakło mi cierpliwości. O ile komiks na tym etapie potrafił mnie porwać, o tyle serial tutaj już wszedł na jakieś kosmicznie niemożliwe tory. Serio, teraz już się tego nie da oglądać, przynajmniej ja już nie mam do tego siły. Bohaterowie są odpychający. Akcja usiłuje być  zaskakująca i żwawa. To nie jest ten serial, który uwielbiałem. Możecie odebrać to jak ból dupy, ale szczerze nie polecam. A jeśli już, to tylko 2 pierwsze sezony. O reszcie śmiało możecie zapomnieć.