Pokazywanie postów oznaczonych etykietą season. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą season. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 września 2014

Opowieść o dwóch braciach - "Supernatural" (2005-???)

Ostatnio postanowiłem wrócić do Supernatural i nadrobić zaległe odcinki, bo jak się okazało, miałem niemalże cały 9. sezon do obejrzenia. I tak z każdym kolejnym oglądanym odcinkiem narastała we mnie jakaś dziwna melancholia. Bo jak to tak, to już 9 (SIC!) sezonów? Kiedy to się stało?  Przecież każdy sezon to kolejny rok z mojego życia! Kiedy rozpoczynałem przygodę z Winchesterami byłem jeszcze dzieciakiem na skraju nastoletniości, kształtował się mój styl, mój gust muzyczny, moje obycie ze światem. To przez ten serial zacząłem słuchać Led Zeppelin, mojego ulubionego obecnie zespołu! To musi coś znaczyć. Ale wróćmy do samego początku, bo zaczynam się motać w nostalgii. *wdech i wydech* Ekhem.
Główni bohaterowie serialu - Sam i Dean Winchesterowie.
Nie z tego świata, jak zwą jest ten serial w nadwiślańskim kraju, jest produkcją amerykańską stworzoną przez Erica Kripkego. Emisja pierwszego odcinka nastąpiła w 2005 roku, czyli już niemalże dekadę temu! Od początku było wiadomo, że produkcja wprowadzi powiew świeżości na dość jałowe ówcześnie pola telewizyjne. Po zakończeniu dość znanej i uwielbianej Buffy rzecze maniaków grozy szukały czegoś dla siebie. I oto pojawia się takie Superanatural. Głównymi bohaterami są bracia Winchester. Starszy, Dean (czyli Jensen Ackles), jest typowym podrywaczem, pewnym siebie (czasem aż za bardzo) gościem, który porażki nie przyjmuje do wiadomości. Jego młodszy brat, Sam (Jarek Padalecki), jest bardziej spokojny, rozważny, podejmuje wszelkie decyzje po dłuższym namyśle, często nie zgadza się z Deanem, co prowadzi do wielu konfliktów. Dość istotnym faktem jest to, że rodzeństwo nie żyje sobie w zwykłym sąsiedztwie, nic nie studiują, nie mieszkają z rodzicami. Są łowcami, polują na wszelkiego rodzaju paskudztwa pochodzące, o dziwo, nie z tego świata. Fach został wpojony im przez ojca po szokującej i nagłej śmierci ich matki - dziwnym trafem którejś nocy zawisła pod sufitem w falach płomieni. Dom spłonął, uratowała się pozostała trójka. Od tego momentu mniej lub bardziej w celu rozwiązania tajemnicy tępią wszystkie te wampiry, wilkołaki, zmory i duchy.

Co zdecydowanie przekonało mnie w Supernatural bardziej niż w Buffy, to dramatyczny akcent.
Jak nietrudno się domyślić, ogromny nacisk został wywarty na relacji braci. Dramaty, które z nimi przeżywamy, ich potyczki słowne, światopoglądowe, różnorakie podejścia do świata czynią ten serial absolutnie wyjątkowym. Po prostu, nie jest to taki zwyczajny dreszczowiec.
Nie obędzie się bez demonów.
Strasznie spodobał mi się sposób, w jaki stopniowo zmieniała się tematyka serialu. Tak więc pierwsza seria jest np. o typowym polowaniu na potwory, a któraś inna z kolei może już być o samych demonach. Trudno się tutaj nudzić, zwłaszcza że akcja jest poprowadzona bezbłędnie. Gorsze odcinki to wyjątki, a lepsze są pełne różnorakich plot twistów, dziwnych metod na pokonanie nemezis, fantastycznych dialogów i tego nieziemskiego klimatu. Trzeba przyznać, że ostatnie sezony owego klimatu trochę zatraciły, a zwróciły się raczej w stronę widowiskowości i podniosłych historii z końcem świata na czele. Niemniej jednak wciąż uważam ten serial za jeden z moich ulubionych. Sam i Dean to osoby, z którymi bardzo łatwo się utożsamić. Reprezentują cechy, które ma w sobie każdy z nas. Pokonują swoje słabości, stawiają czoła lękom, i ku zagrożeniu własnego życia ratują innych. Ich relacja jest często niemalże wroga, ale paradoksalnie ich przywiązanie do siebie jest silniejsze niż wszystko inne, właściwie w tym tkwi ich siła. W kolejnych sezonach serial wprowadza do głównej obsady parę kolejnych postaci, z których zdecydowanie ta grana przez Mishę Collinsa wysuwa się na pierwszy plan.

Cóż więcej rzec - jedyny serial, który przez lata emisji nie stracił na jakości. Można obejrzeć nawet dla ścieżki dźwiękowej - AC/DC to chleb powszedni, a użycie Carry on My Wayward Son zespołu Kansas zyskało tu chyba rangę kultowego. Tymczasem czekamy w zniecierpliwieniu na 10. sezon. Co tym razem zgotują nam scenarzyści, pozostaje wielką zagadką.

wtorek, 2 września 2014

Podróż do wnętrza Daleka, czyli Doctor Who - Into the Dalek (S08E02)

Po takim sobie odcinku otwierającym ósmy sezon i po dość ciekawej zapowiedzi odcinka drugiego, niecierpliwiłem się jeszcze bardziej przez te kilka dni. Oczekiwałem, że Capaldi nareszcie zabłyśnie, odcinek będzie się kleił, będzie miał ciekawą fabułę i sporo humoru (w przeciwieństwie do poprzednika). Z radością muszę przyznać, że wszystkie moje obawy rozwiały się i po seansie byłem bardzo zadowolony, ba, był fantastyczny!
Dwaj główni bohaterowie tego odcinka.
W wyniku różnych dziwnych okoliczności (jak to na niego przystało) Doktor trafia na statek kosmiczny. Załoga ma niemały problem, bo na pokładzie jest ktoś, kto natychmiast potrzebuje lekarza, a że natrafił się Doktor, to czemu miałby nie pomóc. Pacjent jest dość nietypowy, bo to... Dalek. Właściwie to tylko wzywa doktora, ale nie wygląda na chorego. Lepiej - to Dalek, który nienawidzi swoich pobratymców. Nasz wspaniały Władca Czasu musi zmniejszyć się do rozmiarów mikroskopijnych, by odkryć źródło dziwnej zmiany w osobowości swego nemezis. Oczywiście, uprzednio porywa Clarę Oswald, która właściwie była w trakcie nawiązywania jakiejś poważniejszej relacji z nowym nauczycielem.
Więc tak, tak jak mówiłem, nie zawiodłem się. Czuć, że Capaldi jeszcze się rozkręca i jeszcze ma wiele do pokazania, ale powoli już wkracza na te doktorowe tory. Fabuła - świetna. Pomysł bardzo świeży, zaskakujący, odpowiedni, by nadać sezonowi właściwe tempo. Moffat ponownie pokazuje się od swojej lepszej strony (a wiadomo, że jest nieprzebytą skarbnicą pomysłów). Bardzo podobało mi się przybliżenie nam postaci Daleka. Nie tej całej solniczkopodobnej obudowy z przepychaczem i trzepaczką w charakterze uzbrojenia, ale tego dziwnego, nieco odrażającego mackowatego glutka obsługującego całą tę maszynerię. Jak się okazuje, oni też mają wspomnienia. I jest możliwe, by byli bardziej podobni nam. By z kosmicznych nazistów nie zmienili się od razu w kosmicznych hipisów, ale by przynajmniej poczuli empatię. Ten motyw otwiera całą gamę możliwości na przyszłe odcinki. Plus, kolejne pojawienie się tajemniczej postaci w dziwnym miejscu, co notabene miało też miejsce w odcinku poprzednim.
Biedny, dobry Dalek.
Odcinek trzeci też zapowiada się na ciekawy, a przynajmniej dziwny. Sherwood? Robin Hood? Doktor? To nie może się nie udać.