Pokazywanie postów oznaczonych etykietą episode. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą episode. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2014

Facet w rajtuzach, czyli Doctor Who - Robot of Sherwood (S08E03)

Trochę odłożyłem sobie w czasie oglądanie odcinka (czytaj - nie chciało mi się/nie miałem kiedy/za dużo szkoły), ale tak jest, w końcu wczorajszego wieczoru udało mi się dokonać tego karkołomnego wyczynu. Swoją drogą, stwierdziłem, że nie ma sensu jakieś komiczne rozwodzenie się nad każdym odcinkiem, jaki to Doktor jest zajebisty (duuuh, to Doktor) i w ogóle. W skrócie opiszę swoje wrażenia i co się mniej więcej działo w odcinku, ale bez zbędnych spoilerów. Przejdźmy do samego odcinka, bo przecież po to piszę ten tekst!
Czy trzeba dodawać coś więcej?
Clara podsuwa Doktorowi przeniesienie się w czasie koło 900 lat wstecz w celu spotkania jednej z legend wiecznie żywych, jedynego dobrego banity w rajtuzach - Robin Hooda. Stary (bo tak, tu też będzie wiele aluzji do wieku) zrzęda ma pewne opory przed przeniesieniem się tam, uznaje to za stratę czasu, a samego mistrza łuku za wymysł i legendę. Wiadomo jak kończy się cały spór - nasz wspaniały duet ląduje w średniowiecznej Anglii i całkowitym zbiegiem okoliczności jest witany przez... nigdy nie zgadniecie kogo! No? Ktoś wie? Tak, to Robin Hood, szok sięgnął zenitu! Sceptycyzm Doktora nie ustępuje ani na trochę, a wręcz pogłębia się. W międzyczasie obaj toczą pojedynek, w którym nasz tytułowy bohater używa... łyżki. Świetna scena, swoją drogą. Aby zbytnio nie zdradzać fabuły powiem tylko, że później akcja całkiem sprawnie wchodzi w klimaty sci-fi, nie zatracając równocześnie niczego ze swojej średniowieczności.
Clara jest zachwycona wizją spotkania jednego z najsłynniejszych bohaterów w ogóle, Doktor nieszczególnie.
Co mnie najbardziej urzekło w tym odcinku? Humor, humor, i jeszcze raz humor. Podczas gdy poprzednie odcinki były raczej poważne i niewiele było w nich komediowych wstawek, o tyle ten zgrabnie zmienił nastrój i pokazał, że to wciąż ten serial, ten Doctor Who, który jest różnorodny i uniwersalny. Relacja między Doktorem i Robinem jest przekomiczna, Anglik w rajtuzach nie mógłby odpuścić sobie w jakiejkolwiek wypowiedzi aluzji do wieku swego rozmówcy (to się powoli robi irytujące), ale same przekomarzanki zdecydowanie na plus. Kolejnym aspektem, który mi się spodobał, było swoiste nawiązanie do odcinka pierwszego. Pewien motyw jakby powtarzał się. Czuć, że narasta jakaś intryga, jakiś problem na większą skalę, którego znakomite i emocjonujące ujście poznamy pewnie dopiero w finale. Jeśli chodzi o akcję i fabułę tutaj, to była dość żwawa, niespecjalnie zaskakująca, ale satysfakcjonująca. Pod względem pomysłowości ten odcinek na pewno ustępuje poprzedniemu, ale doskonale wpasowuje się w umiarkowany poziom narzucony przez serial. Zapowiedź następnego sugeruje kolejną odmianę nastroju, tym razem na bardziej mrożący krew w żyłach, a nawet horrorowy. I chyba już przyzwyczaiłem się do Capaldiego. Ale Tennanta nie przebije.

wtorek, 2 września 2014

Podróż do wnętrza Daleka, czyli Doctor Who - Into the Dalek (S08E02)

Po takim sobie odcinku otwierającym ósmy sezon i po dość ciekawej zapowiedzi odcinka drugiego, niecierpliwiłem się jeszcze bardziej przez te kilka dni. Oczekiwałem, że Capaldi nareszcie zabłyśnie, odcinek będzie się kleił, będzie miał ciekawą fabułę i sporo humoru (w przeciwieństwie do poprzednika). Z radością muszę przyznać, że wszystkie moje obawy rozwiały się i po seansie byłem bardzo zadowolony, ba, był fantastyczny!
Dwaj główni bohaterowie tego odcinka.
W wyniku różnych dziwnych okoliczności (jak to na niego przystało) Doktor trafia na statek kosmiczny. Załoga ma niemały problem, bo na pokładzie jest ktoś, kto natychmiast potrzebuje lekarza, a że natrafił się Doktor, to czemu miałby nie pomóc. Pacjent jest dość nietypowy, bo to... Dalek. Właściwie to tylko wzywa doktora, ale nie wygląda na chorego. Lepiej - to Dalek, który nienawidzi swoich pobratymców. Nasz wspaniały Władca Czasu musi zmniejszyć się do rozmiarów mikroskopijnych, by odkryć źródło dziwnej zmiany w osobowości swego nemezis. Oczywiście, uprzednio porywa Clarę Oswald, która właściwie była w trakcie nawiązywania jakiejś poważniejszej relacji z nowym nauczycielem.
Więc tak, tak jak mówiłem, nie zawiodłem się. Czuć, że Capaldi jeszcze się rozkręca i jeszcze ma wiele do pokazania, ale powoli już wkracza na te doktorowe tory. Fabuła - świetna. Pomysł bardzo świeży, zaskakujący, odpowiedni, by nadać sezonowi właściwe tempo. Moffat ponownie pokazuje się od swojej lepszej strony (a wiadomo, że jest nieprzebytą skarbnicą pomysłów). Bardzo podobało mi się przybliżenie nam postaci Daleka. Nie tej całej solniczkopodobnej obudowy z przepychaczem i trzepaczką w charakterze uzbrojenia, ale tego dziwnego, nieco odrażającego mackowatego glutka obsługującego całą tę maszynerię. Jak się okazuje, oni też mają wspomnienia. I jest możliwe, by byli bardziej podobni nam. By z kosmicznych nazistów nie zmienili się od razu w kosmicznych hipisów, ale by przynajmniej poczuli empatię. Ten motyw otwiera całą gamę możliwości na przyszłe odcinki. Plus, kolejne pojawienie się tajemniczej postaci w dziwnym miejscu, co notabene miało też miejsce w odcinku poprzednim.
Biedny, dobry Dalek.
Odcinek trzeci też zapowiada się na ciekawy, a przynajmniej dziwny. Sherwood? Robin Hood? Doktor? To nie może się nie udać.