Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Garrel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Garrel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 września 2014

"Granica świtu" (2008)

Tak jak ostatnio złapaliśmy fazę na wałkowanie dorobku Wesa Andersona, tak teraz chyba przyszedł czas na oglądanie wszystkich filmów z udziałem Louisa Garrela (w dalszym ciągu utrzymuję, że jest wyjątkowy). Wczorajszego wieczoru padło na Granicę świtu, czyli film parę lat młodszy od Marzycieli, teoretycznie, również bardziej dojrzały. Dzieło jest produkcji francuskiej, zatem nie uświadczymy tu języka angielskiego, czy na przykład bardziej znanych zachodnich aktorów. Na fotelu reżyserskim zasiadł Garrel senior i udowodnił, że offowe kino francuskie stoi na bardzo wysokim poziomie i paradoksalnie nie jest doceniane tak bardzo jak nierzadko znacznie gorszy mainstream. ALE OD POCZĄTKU.
Oryginalny plakat filmu.
Film opowiada historię gwiazdy filmowej (Laura Smet) pozostawionej przez męża samej w ogromnym, jałowym domu. Pewnego dnia spotyka się z fotografem (Louis Garrel), którego zadaniem jest zrobienie jej sesji zdjęciowej do popularnego czasopisma. Rzecz jasna, na sesji się nie kończy. Para nawiązuje romans i przeprowadza się do jednego z hoteli na dwa tygodnie. Nie chcę za bardzo zdradzać fabuły, powiem jedynie, że romans ten nie kończy się pozytywnie, a w dodatku jego zakończenie jest zarazem rozpoczęciem nowego wątku trwającego już do końca filmu. Jak oceniam sam seans? Bardzo pozytywnie. Film wywarł na mnie ogromne wrażenie, w sumie to nawet zaskoczył - pewnie dlatego, że po Marzycielach miałem zupełnie inne oczekiwania wobec kolejnego filmu. Brak tu tych humorystycznych akcentów, i dobrze. Garrel (bo oczywiście dla niego obejrzeliśmy film) pokazuje, że sprawdza się doskonale w roli zepsutego przez ideologię młodocianego buntownika, jak i amanta, artysty, fotografa.
Film jest w całości czarno-biały. Oldschool.
Na uwagę zasługują oczywiście też role Carol i występującej później Eve. Ta pierwsza doskonale ukazuje postępujące szaleństwo, ta druga natomiast - śmiertelne oddanie partnerowi. Ciekawy kontrast. Tak jak napisałem wyżej, film jest przedstawiony w czerni i bieli. Jest to o tyle ciekawsze, że właściwie gdyby nie parę detali, ciężko byłoby umiejscowić go w jakimś konkretnym punkcie na linii czasu. Oczywiście, podkreśla to uniwersalizm produkcji. Nietrudno się domyślić, że gatunek filmu to dramat, a jest to w rzeczywistości dramat pełną gębą. Początkowa sielanka szybko przeradza się właściwie w piekło, grę niepokojących, dołujących  wydarzeń, tragedii. Jeśli chodzi o pracę kamery - jest wyjątkowa. Ujęcia są ciekawe, pomysłowe, mamy wielokrotnie okazję dokładnie wpatrzeć się w twarze bohaterów wyrażające tysiące emocji, przez co łatwiej się w nich wczuć. U mnie 8 na filmwebie. Kolejny dowód na to, że warto zainteresować się kinem niszowym, bo często oferuje dużo ciekawszą rozrywkę niż mainstreamowe filmy.

sobota, 30 sierpnia 2014

"Marzyciele" (2003) *możliwe spoilery*

Razem z Orianą przymierzaliśmy się już raz do Marzycieli, ale wtedy czynnik techniczny nie pozwolił nam napawać się widokiem Louisa Garrela (bo głównie dla niego chcieliśmy obejrzeć film, SIC!) w jednej z ról głównych. Po paru(nastu?) miesiącach udało nam się w końcu obejrzeć film w całości. I owszem, Louis Garrel jest tutaj wyjątkowy, ale cała produkcja jest jedyna w swoim rodzaju, ciekawa, interesująca. Ale od początku.
Główny motyw filmu w pigułce.
Młody amerykański student Matthew (w tej roli Michael Pitt) trafia do Paryża, by nauczyć się języka i zaznać nieco europejskiej kultury schyłku lat 60' (jest rok 1968). Miasto jest wtedy miejscem dość nieprzyjaznym dla przyjezdnych - rewolucje kulturalne, polityczne i społeczne stanowczo nie sprzyjają imigrantom. Szczęśliwym trafem, szybko poznaje on francuskie rodzeństwo, Isabelle (Eva Green) i Theo (omg, Louis Garrel), które pod nieobecność rodziców postanawia przygarnąć w swe progi zagubionego jankesa. I tutaj zaczyna się najważniejszy wątek filmu, czyli budowanie relacji między bohaterami. Isabelle i Theo tworzą swoistą grupę, do której Matthew usiłuje się wkupić. Jako osoba trzecia postrzega ich relację jako wyjątkową (nawet jak na relację brata i siostry), chce jej zaznać od środka. Z czasem wychodzą na jaw tępione przez wielu krytyków wulgarność i ordynarność produkcji. Jak się okazuje, relacja bliźniąt jest totalnie sprzeczna ze wszelkimi schematami, które znamy wszyscy. Jest wielokrotnie bardziej intymna, oboje nie wstydzą sypiać ze sobą nago, kąpać się wspólnie, czy całować się w usta na dobranoc.
Theo i Matthew.
W końcu, Matthew szczęśliwie (dla niego) dołącza do "grupy" jako jej trzeci członek. Musi zaakceptować zasady, które w niej panują, wyzbyć się wstydu, złamać wszelkie znane mu do tej pory tematy tabu. Widać wyraźnie, że nasz student chce być kochany przez Theo i Isabelle, jednak oni postrzegają to zupełnie inaczej. Theo staje się zazdrosny, zaczyna sprowadzać sobie kobiety, by wzbudzić zazdrość siostry. Ona natomiast rzeczywiście zdaje się skłaniać ku nowemu obiektowi westchnień - Matthew. Odtrąca bliźniaka, któremu przecież całe życie poświęcała tyle uwagi. W pewnym momencie Matthew słusznie zauważa, jak chora jest ich relacja. Oskarża ich o niedojrzałość i nieświadomość tego, że są już dorośli i powinni zbudować sobie swoje życia. Sytuacja kończy się zaproszeniem Isabelle na randkę TYLKO WE DWOJE, co totalnie uderza w jej brata.

Recenzenci mają rację - film jest ordynarny i wulgarny. Emanuje erotyzmem, ba, seksem w czystej postaci. Twórcy nie pokusili się tu o cenzurę, subtelne krycie nagości zwiewnymi tkaninami, grą świateł - wszystko widzimy na własne oczy, jakby było to coś najnormalniejszego, co możemy ujrzeć w filmie (że też nie wspomnę o kompletnie dzikiej scenie z plakatem). Oprócz tego znajdziemy tu używki wszelkiej maści, bo i bez tego nie mogło się obejść. Ale ja nie mam nic przeciwko, moim zdaniem świetnie oddaje to klimat tamtych czasów, w których eksperymenty z cielesnością i wytrzymałością organizmu na toksyny były na porządku dziennym. Gra aktorska - świetna. Dziwne zachowanie rodzeństwa, zagubienie Matthew odegrane bezbłędnie. Fabuła - ciekawa, pomysłowa, szokująca. Fantastyczna relacja między bohaterami. Wieloznaczne zakończenie. I Garrel. Polecam w ciemno.